dodano: 2013-07-11

Studenckie savoir-vivre

Postępowanie zgodne z zasadami dobrego wychowania bardzo ułatwia życie, również to skoncentrowane w murach uczelni. Wykładowcy, choć czasem rozmyślnie skracają dystans dzielący ich od studentów, są bardzo wrażliwi, gdy rzecz dotyczy dobrych manier. Warto im hołdować nie tylko dlatego, że świadczą one o naszej kulturze, ale również dlatego, że zjednują nam ludzi. Poniżej przedstawiamy ABC studenckiego bon-tonu.

 

Niby oczywiste, niby powszechnie znane, a jednak w codziennym uczelnianym życiu nadmiernie omijane. Znajomość reguł grzeczności studenci powinni wykorzystywać również po przekroczeniu progu uczelni, a niestety różnie z tym bywa… Studenci obecni i przyszli, pamiętajcie o takich oczywistościach jak mówienie „dzień dobry” wykładowcy, gdy mijacie go na korytarzu – etykieta nakazuje, by to młodszy starszemu i podwładny przełożonemu skinął pierwszy, a w takiej relacji jest żak wobec nauczyciela akademickiego. Powitanie nie zaszkodzi również poza murami uczelni, jeśli dojdzie do przypadkowego spotkania. Żakom wydaje się, że wykładowca nie jest w stanie zapamiętać wszystkich swoich studentów i dlatego rozmyślnie nie witają się, mijając go. I pewnie jest w tym przekonaniu duża doza prawdy, bo z imienia i nazwiska prowadzący potrafią wskazać zaledwie parę osób, ale większość zapamiętuje twarze i jest w stanie ocenić, czy dana osoba należy do braci studenckiej uczęszczającej na konkretne zajęcia, czy też nie.

studencka etykietaDo elementarnych zasad dobrego wychowania należy też niejedzenie i niepicie na zajęciach, wyłączenie głosu i wibracji w telefonie, powstrzymywanie się od pisania smsów podczas wykładu, odpowiedni strój (różniący się od tego plażowego i imprezowego) oraz okazywanie zainteresowania rozmówcy (a w takiej roli występuje wykładowca) nawet, jeśli przekazywane treści nie należą do najciekawszych. Także podawanie indeksu wykładowcy z wpisanym już jego imieniem, nazwiskiem stopniem i nazwą przedmiotu oraz pukanie, zanim otworzy się drzwi gabinetu profesora, będzie dobrze świadczyło o naszym obyciu.

Do podstawowych zasad etykiety należy też szanowanie czasu ludzi z nami współpracujących. Jeśli zatem wykładowca wyznacza godziny konsultacji, wszelkie sprawy uczelniane starajcie się z nim omawiać właśnie w tym czasie. Łapanie wykładowcy na korytarzu, gdy akurat biegnie na zajęcia, przydybywanie go w bibliotece, gdy pracuje, nie należy do najgrzeczniejszych zachowań. Poza tym może się okazać, że rzecz załatwiona na korytarzu, zupełnie umknie uwadze nauczyciela akademickiego – niezapisane informacje wylatują z głowy znacznie szybkiej niż te utrwalone w kajeciku. Jeśli sprawa nie jest paląca, starajcie się więc poczekać z trapiącymi was wątpliwościami czy problemami do godzin przeznaczonych na konsultacje. Spod rygoryzmu tej zasady wyłamują się oczywiście kwestie niecierpiące zwłoki – na szczęście wykładowcy to też ludzie i takie wyjątki na pewno zrozumieją i nie będą ich poczytywać jako wyraz braku kultury.  

 

Tytułowanie

profesorDo nauczycieli akademickich nie zwracamy się „proszę pana” czy „proszę pani”. Nie przenosimy też praktyki wyniesionej ze szkoły ponadgimnazjalnej, gdzie wszystkich pedagogów tytułowało się „panią profesor” i „panem profesorem”. Wykładowcy, pokonując kolejne szczeble kariery uniwersyteckiej, zdobywali poszczególne tytuły, których używamy w rozmowie z nimi. I tak do wykładowcy ze stopniem doktora zwracamy się „pani doktor/panie doktorze”, do profesora „pani profesor/panie profesorze”, do rektora „pani rektor/panie rektorze”, a do dziekana „pani dziekan/panie dziekanie”. Prorektorów i prodziekanów również tytułujemy, używając formy „pani rektor/panie rektorze” i „pani dziekan/panie dziekanie”, analogicznie do tego, jak wszystkich piastujących urząd zaczynający się od „wice-” nazywamy po prostu dyrektorem, premierem, przewodniczącym. Nieco inna forma obowiązuje, gdy mamy do czynienia z wykładowcą ze stopniem magistra. Nie zwracamy się do niego „pani magister” czy „panie magistrze”, ale przyjęło się stosować formę „proszę pani”, „proszę pana”. Warto również wiedzieć, że nauczyciela legitymującego się stopniem doktora habilitowanego zwyczajowo tytułujemy „profesorem”. Dla wyjaśnienia – formę tę stosujemy, ponieważ po uzyskaniu habilitacji doktorzy stają się automatycznie profesorami uniwersyteckimi (nie jest to tożsame z profesorem zwyczajnym, czyli kolejnym stopniem awansu naukowego).

 

E-komunikacja

Dzisiaj trudno wyobrazić sobie rzeczywistość bez poczty elektronicznej. Zagościła ona też na uczelniach, w kontaktach studentów z wykładowcami. Bywa, że ci ostatni udostępniają prywatnego maila żakom z informacją, by w ważnych sprawach kontaktować się z nimi drogą elektroniczną. Inni ograniczają swoją dostępność do konta na serwerze uczelnianym, którego adres widnieje na stronie internetowej wydziału, lub zastrzegają, by w imieniu kilku studentów pisali do nich jedynie starości roku lub przedstawicie grupy. Nie ważne jednak, na jaką skrzynkę przesyłamy wiadomość i czy piszemy jedynie w swoim imieniu, czy w imieniu grupy, mail powinien spełniać kilka podstawowych kryteriów.

e-mail studentaPo pierwsze, maila do wykładowcy zawsze tytułujemy, w tytule piszemy, czego nasza wiadomość dotyczy oraz do jakich zajęć się odnosi (np. Zaliczenie nieobecności – literatura powszechna). Nigdy nie wysyłamy maili bez tytułu albo tytułów składających się tylko ze znaku zapytania czy trzech kropek. Po drugie, mail to list, który od tradycyjnego różni się jedynie formą przekazania – zamiast wrzucać do skrzynki, wysyłamy go drogą elektroniczną. Obowiązują nas zatem reguły, które stosuje się w tradycyjnej korespondencji. Na początku piszemy neutralne i grzeczne „Szanowna Pani Profesor!” czy „Szanowny Panie Doktorze!”, unikając nadmiernie poufałego „Witam!”. Na tę ostatnią formułę wykładowca może sobie pozwolić, ale student już nie. Podobnie jest z zakończeniem listu – powszechnie stosowane „pozdrawiam” czy „pozdrawiam serdecznie” nie przystoi w kontakcie z nauczycielem akademickim, sugeruje zbyt dużą zażyłość. Znacznie lepiej zabrzmi „Z wyrazami szacunku”. Ponadto pod każdym listem podpisujemy się imieniem i nazwiskiem, podając jednocześnie grupę, rok, kierunek i tryb studiów. Zważywszy na szczególny charakter poczty kierowanej do wykładowców, należy zadbać o styl, poprawność językową i ortograficzną. Przekaz również powinien być zwięzły, jasny, uporządkowany, pozbawiony emotikonów i wersalików.

I jeszcze jedna uwaga – na potrzeby komunikacji oficjalnej warto dysponować adresem nie zawierającym w nazwach „buziaczków”, „misiów” (typu goracazosia@buziaczek.pl) czy innych zdrobnień. Dobrze jest zatem założyć sobie skrzynkę, której adresem będzie nasze imię i nazwisko.

Wymieniając korespondencję mailową z wykładowcą (dotyczy to zresztą całej korespondencji oficjalnej), powinno się unikać opcji „Odpowiedz nadawcy”. Każdy list wysyłamy jako nową wiadomość, a jeśli odnosimy się do treści zawartej w poprzednim mailu, kopiujemy odpowiedni jego fragment, wklejamy go do nowej wiadomości (np. nadając mu inny kolor lub styl czcionki) i piszemy swój komentarz.

Pamiętajmy też, żeby do nauczyciela pisać maile w rzeczywiście ważnych sprawach, z których rozwiązaniem nie jesteśmy w stanie poradzić sobie w inny sposób, tzn. w złym tonie jest pisanie do wykładowcy, by upewnić się, o której godzinie rozpoczynają się zajęcia (te informacje na pewno uzyskamy od kolegów z grupy) czy jaka lektura obowiązuje na najbliższe ćwiczenia (to również powinni wiedzieć inni studenci). Niedopuszczalne jest również przesyłanie wykładowcom internetowych łańcuszków za pomocą opcji „Wyślij do wszystkich”.

 

Kwadrans akademicki

Nie wszystkie uczelnie i nie wszyscy wykładowcy honorują kwadrans akademicki. Jeśli prowadzący nie godzi się na 15-minutowe spóźnienia, nie ma co powoływać się na uczelniane zwyczaje, gdyż są one tylko zwyczajami, a nie obowiązującym prawem. Jeśli jednak wykładowca godzi się na to, że na zajęcia przybędziemy z lekkim poślizgiem, wejdźmy do sali możliwie najciszej, bez zbędnego zwracania uwagi na siebie. Podobnie jeśli musimy salę opuścić nieco wcześniej niż przewiduje harmonogram – powiadommy o tym wcześniej wykładowcę i usiądźmy na brzegu rzędu ławek, by swoim wychodzeniem nie rozproszyć uwagi zbyt wielu osób.

Ktoś mógłby powiedzieć, że powyżej opisane zachowania to tylko puste konwenanse, nic nieznaczące rytuały, które czynią codzienne sytuacje i relacje usztywnionymi i sformalizowanymi. W tych zarzutach na pewno jest sporo racji. Pojawia się jednak owo „ale”. Savoir-vivre z francuskiego znaczy sztuka życia. Znajomość tajników tej sztuki w znacznym stopniu wpływa na nasze relacje z ludźmi oraz na lepsze postrzeganie nas przez innych. Co więcej, szczególnie starsze pokolenia cenią sobie przestrzeganie zasad tej sztuki. Hołdowanie zasadom towarzyskiego bon-tonu jest zatem hołdowaniem tradycji, a o tę zawsze warto dbać…

 

AR

 

najnowsze ogłoszenia w tej kategorii

Proszę czekać - ładowanie treści...