dodano: 2013-01-28

Toyota Auris II Premium 1.4 D4D - test znajdźto.pl

Złoto Majów

  
         
W końcu się doczekaliśmy – mamy rok 2013 i nikt już nie będzie nas denerwował bzdurami o końcu świata, który niby przepowiedzieli Majowie. Toyota pod koniec zeszłego roku sprytnie podchwyciła temat i przeprowadziła kampanię reklamową, w której Majowie odsuwają koniec świata, żeby skorzystać z wyprzedaży samochodów z rocznika 2012. Fajna reklama, ale Majowie trochę nas oszukali. Wcale nie zależało im na wyprzedaży. Ja wiem, o co im naprawdę chodziło – w styczniu do salonów wszedł nowy Auris. To na niego czekali!

 

            Auris II - Ostre rysy

            Pierwsza generacja Aurisa była na początku produkcji krytykowana za kiepskie spasowanie materiałów i mało wyróżniającą się z grona innych aut sylwetkę. Jakość materiałów Toyota Auris IIi ich spasowanie szybko poprawiono – w testowanym przez nas Aurisie po face liftingu jakości wnętrza nie można było wiele zarzucić. Wygląd zewnętrzny… cóż, styliści zrobili, co mogli, ale Auris nadal nie porywał serc. Był skonstruowany raczej do docierania w zakamarki racjonalnych umysłów, co udawało mu się zresztą znakomicie. Tak było – teraz wszystko się zmieniło. Auris 2013 wygląda przy swoim poprzedniku jak Angelina Jolie przy Kasi Cichopek. Spójrzcie na te ostre rysy wąskich reflektorów, wydatny zderzak i mocno pochyloną maskę. Jeszcze lepiej nowy Auris wygląda z boku – nisko poprowadzona linia dachu i mała powierzchnia szyb dodają dynamizmu i przyciągają wzrok. Z tyłu… tutaj akurat starszy Auris bardziej mi się podobał. Niby wszystko jest w porządku, ale jakby czegoś brakowało albo było za dużo. Co ciekawe, sporo osób uważa, że z wyglądem Aurisa jest dokładnie na odwrót – tył jest śliczny, a przód nijaki. Nie mnie wyrokować, jak jest naprawdę, ale jedno jest pewne – Auris 2013 wygląda na żywo jeszcze lepiej niż na zdjęciach i w końcu potrafi robić swoim wyglądem coś, czego nie robiła od dawna żadna kompaktowa Toyota – potrafi zaciekawić.

 

            Prosto i z klasą

            Wnętrze też nie oparło się temu stylowemu renesansowi. Zamiast niecodziennej konsoli środkowej z mocno wysuniętym tunelem środkowym w nowym Aurisie postawiono na klasyczne rozwiązania, jednocześnie obtaczając je w nowoczesny design. Centralne miejsce na desce Toyota Auris IIrozdzielczej zajmuje system Toyota Touch (albo po prostu radio w tańszych wersjach), który scala w sobie funkcje stacji multimedialnej, nawigacji i ekranu kamery cofania. Cała konsola jest delikatnie zwrócona w stronę kierowcy i ozdobiona z dwóch stron panelem z materiału wyglądającego jak szczotkowane aluminium. Wygląda to dobrze i swoje zadanie spełnia tak samo – jest nie tylko ładnie, ale i ergonomicznie. Bardzo duży plus należy się za wygodne fotele, które w testowanej wersji były wyposażone w podgrzewanie, które obejmowało nie tylko siedzisko fotela, ale i jego oparcie. Nie macie pojęcia, jak ucieszyłem się z tej funkcji przy temperaturze -6 na zewnątrz… Na ilość miejsca też nikt nie będzie narzekał – z przodu każdy znajdzie wygodną pozycję bez skazywania pasażerów tylnego rzędu na wciskanie kolan w oparcie fotela. Bagażnik też nie należy do najmniejszych – 360 litrów wystarczy na weekendowe zakupy czy dalszy wypad z rodziną.

 

            Cicho i komfortowo

            Pod maską testowanego Aurisa skryto najsłabszego w ofercie diesla o pojemności 1.4 litra. Jest to znana jednostka D4D, którą w tym modelu chyba dodatkowo wyciszono, bo prawie jej nie słychać. Charakterystyczny klekot diesla można już odłożyć na półki historii. Toyota Auris II D4DMniej zorientowani po samym dźwięku w ogóle nie zauważą, że Aurisa napędza diesel. Podczas jazdy jest już inaczej – charakterystyczna dla turbo diesli fala momentu obrotowego pojawia się już trochę poniżej 2000 obrotów i trzyma się dobrze przez następne 2 tysiące. Jasne, 90 koni nie rzuca na kolana i nie zadowoli miłośników wyścigów ze świateł do świateł, ale do codziennego dynamicznego poruszania się spokojnie wystarczy. Spalanie w mieście deklarowane przez Toyotę to 5 litrów/100 kilometrów – w gęstym ruchu jest to raczej nieosiągalne, ale średnio jak najbardziej tak. Podczas testu uzyskałem średni wynik na poziomie 6,1 litra. To dobry wynik, zważywszy na fakt, że nie starałem się go zaniżać. A jak nowy Auris się prowadzi? To zależy od wersji silnikowej, którą wybierzemy. W słabszym silniku diesla i benzynowym z tyłu znajduje się belka skrętna, w mocniejszych wersjach niezależne, wielowachaczowe zawieszenie. Pomimo teoretycznie słabszego rozwiązania w testowanej wersji nie mam na co narzekać – Auris w śliskich zimowych warunkach zachowywał się przewidywalnie i co najważniejsze komfortowoToyota Auris II. Nierówności są wybierane cicho i skutecznie. Jak tylko stopnieją śniegi, postaram się wziąć w swoje ręce także mocniejszą wersję Aurisa, żeby podzielić się z wami różnicą w odczuciach między belką a droższym rozwiązaniem. Sam fakt montowania dwóch różnych wersji zawieszenia jest ciekawy i nie bardzo rozumiem, po co Toyota się na to zdecydowała, ale skoro to zrobili, to trzeba sprawdzić, czy jest w tym jakiś głębszy sens. Dodam jeszcze, że nowy Auris jest o 40 kg lżejszy od swojego poprzednika, co może wpłynąć na prowadzenie tylko pozytywnie. Jedyna rzecz w podwoziu Aurisa, która mi nie odpowiada, jest niestety wspólna dla prawie wszystkich nowoczesnych samochodów – to układ sterowania, który swoim elektrycznym wspomaganiem izoluje kierowcę od przednich kół. Ale może po prostu marudzę i powinienem się przestawić na nowe rozwiązanie – sami oceńcie. Faktem jest, że elektryczne wspomaganie potrafi robić rzeczy, o których jego hydrauliczny odpowiednik nie może nawet pomarzyć. Potrafi zmieniać swoją siłę w zależności od prędkości, a w porozumieniu z czujnikami parkowania potrafi sam zaparkować równolegle. Zawsze to jakieś pocieszenie.

 

            Złoto idzie w górę

            Nowy Auris jest więc nadal bardzo komfortowy, ale stał się o wiele bardziej stylowy. Sam wygląd na pewno obniży średni wiek kupujących Toyoty. Jest tylko jeden problem – najmocniejszy silnik ma 130 koni. Żadna wersja Aurisa nie przyspiesza do 100 km/h w czasie mniejszym niż 10 sekund. Poważnie, Toyota? Konkurencja oferuje sportowe wersje swoich kompaktów i robi to dobrze. Pozostaje mieć nadzieję, że oficjalny tuner Toyoty (TRD), który w końcu pojawił się w Europie, Toyota Auris IIzrobi coś w tej sprawie i podaruje nam szybkiego Aurisa. W międzyczasie musimy się zadowolić oszczędnym i przyjaznym środowisku Aurisem. Na pewno w niedługim czasie pojawi się Auris Hybrid, skierowany do tych, co lubią jeździć o kropelce. Cena hybrydy jest jeszcze nieznana, wiemy za to, ile kosztuje Auris z tradycyjnymi silnikami – ceny zaczynają się od 59 900 złotych za najtańszą wersję. Nasza była wyposażona w pakiet Komfort za 3700 złotych (zawierający m.in. system parkowania i te rewelacyjne podgrzewane fotele) i nawigację Touch&Go (2100 zł). W połączeniu z bogatszą wersją Premium, lakierem metalizowanym i silnikiem diesla, cena podskoczyła do 81 500 złotych. To sporo w porównaniu do najtańszej konkurencji, trzeba jednak pamiętać, że jakość spod znaku Toyoty nadal może być dla nich wyznacznikiem. Dla bardziej rodzinnie zorientowanych pojawi się niebawem wersja kombi, która moim skromnym zdaniem jest jeszcze ładniejsza od hatchbacka. Jedna i druga wersja będzie musiała zawalczyć z niezbyt przychylnymi opiniami o poprzednim Aurisie z początków produkcji. Jestem pewien, że to się uda. Nowy Auris jest dopracowanym i przemyślanym kompaktem, pozbawionym wad wieku dziecięcego. Majowie wiedzieli, że warto poczekać z tym końcem świata.

Samuel Steinborn

 

            Dane techniczne:

Pojemność silnika (l) – 1.4 turbo diesel

Moc maksymalna (KM/obr./min) – 90/3800

Maks. mom. obrotowy (Nm/obr./min) – 205/1800

Prędkość maksymalna (km/h) – 180

Przyspieszenie 0-100 km/h – 12,5 s

Pojemność bagażnika (l) –  360

Zużycie paliwa podczas testu (l/100 km) – 6,1

Cena testowanego egz. – 81 500 zł

Samochód do testów udostępniła firma Anro-Trade.

 

najnowsze ogłoszenia w tej kategorii

Proszę czekać - ładowanie treści...